WITAMY.

23-300 Janów Lubelski,
.

+ (48) 694 155 202
admin@janowlubelski.net

Janowskie Forum

Ogłoszenia.

Pogoda.

Napisz do nas .

OGŁOSZENIA-POSTY-ARTYKUŁY- ZAMIESZCZAJ NIEODPŁATNIE .

OGŁOSZENIA-POSTY-ARTYKUŁY- ZAMIESZCZAJ NIEODPŁATNIE . BEZ OGRANICZEŃ I BEZ CENZURY

S19 Lasy Janowskie - Nisko

Animacja przebiegu inwestycji

XVII sesja Rady Miejskiej

w Janowie Lubelskim - Transmisja.

JAK Z FILMU PANA BAREI.

POPROSTU BRAK SŁÓW.

CO JEST WAŻNIEJSZE - PRAWO WŁASNOŚCI I DOBRO OBYWATELA CZY SKRAWEK LASU ???

ZASTANÓW SIĘ ???

NIE BĄDŹ BIERNY !!! DZIŚ NA PODSTAWIE POZORNEGO DOBRA SPOŁECZNEGO NISZCZY SIĘ DOROBEK MIESZKAŃCÓW BIAŁEJ. A MOŻE JUTRO TO I TY MOŻESZ BYĆ TYM POKRZYWDZONYM.

Czytaj więcej.

Mapa wariantów planowanej obwodnicy Janowa Lubelskiego

Przedstawiamy mapę wariantów drogi nr 74 .planowanej obwodnicy Janowa Lubelskiego . Wariant 3 nie wymaga ingerencji w jakąkolwiek infrastrukturę mieszkalną Obywateli ponieważ w całości przebiega przez NIEZAMIESZKAŁE TERENY LEŚNE na południe od Janowa Lubelskiego oraz jest bardziej zasadny z powodów ekonomicznych jak i społecznych.

Czytaj Więcej
Rzeczpospolita Janowska .
Ku pamięci tych co  postawili na szali GODNOŚCI własne życie.
Sturmwind I
Lasy Lipskie: 10 - 15 czerwca 1944 r.

 

Już od 3 czerwca oddziały gen. Haenicke zaczęły opasywać teren leśny od południa wzdłuż Sanu i rzeki Tanwi, od zachodu, wzdłuż linii kolejowej na odcinku Rozwadów - Zaklików i od północy wzdłuż drogi z Biłgoraja na Janów Lubelski i Modliborzyce, z zamknięciem pierścienia pod Zaklikowem.
Od wschodu jednostki zmotoryzowane, wzmocnione czołgami i samochodami pancernymi utworzyły ruchomą zaporę, którą zainstalowano na biłgorajskim węźle drogowym. Siły te wsparte zostały przez lotnictwo.

Informacje o przedsięwzięciu przez Niemców ogromnej akcji pacyfikacyjnej przyszły do oddziałów partyzanckich z komórek wywiadu AK okręgu krakowskiego, oraz z miejsc koncentracji jednostek niemieckich. Korzystając z ostrzeżeń kilka kompanii 1 Brygady AL przeszły za San poza pierścień obławy. Podobnie było w przypadku oddziału AK "Lancy", przy którym znajdowała się szkoła podoficerska AK pod dowództwem majora Miedzińskiego "Żbika". Reszta oddziałów partyzanckich nie zdołała umknąć poza pierścień okrążenia. Rozpoczęto gorączkowe przygotowania do bitwy, kończono minowanie dróg, mostów i innych przejść w głąb lasu.
Równocześnie zaczęły wybuchać krótkie walki ubezpieczeń partyzanckich z napierającymi jednostkami niemieckimi, które ciągnęły się przez trzy dni.

Główne walki na Porytowym Wzgórzu rozpoczęły się 11 czerwca 1944 r.
Postępujące od strony Tanwi wojska niemieckie natknęły się na oddział BCH por. Juliana Kaczmarczyka "Lipy", który jako 3 kompania wchodził w skład 1 Brygady AL i stacjonował w lasach pod Jarocinem, a także na oddział sowiecki w pobliżu miejscowości Momoty Dolne i polsko-sowiecki pod dowództwem Mikołaja Kunickiego "Muchy" niedaleko wsi Momoty Jakubowe.

Na zdjęciu: żołnierze oddziału BCh "Lipy".

Szczególną determinacją wykazał się tu oddział "Lipy", który pod wsią Graby zwarł się w walce z jednostkami kawalerii płka Dolla. "Lipa" znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Miał on na miejscu jedynie 16 ludzi, przy czym nie mógł liczyć na żadną pomoc, bowiem najbliższy oddział partyzancki oddalony był o kilka kilometrów.
Por. Kaczmarczyk wraz z 12 swoimi ludźmi zajął pozycje obronne od strony wsi, skąd wyszło główne niemieckie natarcie, natomiast pozostałych czterech ludzi wydzielił jako osłonę od miejscowości Majdan Jarociński.
Mimo przytłaczającej przewagi, pierwsze natarcie nieprzyjaciela zostało krwawo odparte, bowiem wróg nie spodziewał się dużego oporu i zbagatelizował możliwości partyzantów.

Nacierał więc bezładnie i bez wsparcia ogniowego. Prawdziwym zaskoczeniem dla Kałmuków Dolla było przeciwuderzenie oddziału BCH, który najpierw wyparł nieprzyjaciela z lasu a następnie rozpoczął za nim pościg.
Niestety wkrótce z pomocą Niemcom przyszły oddziały odwodowe, co zmusiło por. Kaczmarczyka do zaniechania pościgu i wycofania się na pozycje obronne, na skraju lasu. Przez trzy godziny partyzanci odpierali niemieckie ataki, broniąc się do ostatniego żołnierza. Ocalała jedynie wspomniana już, czteroosobowa grupa osłonowa, która wycofała się w kierunku wsi Nalepa.

W tym samym dniu, w godzinach popołudniowych straż oddziału kpt. Jakowlewa wstrzymała napór nieprzyjaciela w pobliżu kolonii Kiszki, a czata mjra Karasiowa rozbiła straż przednią oddziału ekspedycyjnego pod Szwedami.
Tymczasem na północy na drodze janowskiej pojawiły się niemieckie zagony pancerne, co świadczyło tylko o tym, że nieprzyjaciel zaczął zacieśniać pierścień okrążenia.
Wobec ogromnego zagrożenia powstała konieczność zorganizowania wspólnego sztabu dowódczego, wszystkich oddziałów partyzanckich skupionych w Lasach Janowskich. Owo polsko-sowieckie zgrupowanie, złożone z 13 oddziałów liczyło łącznie 3 000 partyzantów. 12 czerwca w miejscowości Szwedy zebrali się na naradzie dowódcy wszystkich oddziałów i podporządkowali się dowództwu ppłka Prokopiuka. Nowo utworzony sztab połączonych sił polsko-sowieckich, zdecydował się na przyjęcie bitwy z niemiecką ekspedycją pacyfikacyjną.

 


Bitwa na Porytowym Wzgórzu. 14 czerwca 1944 r.

1) Oddział "Janowskiego" 2) Oddział mjra W. Karasiowa 3) Oddział ppłka Prokopiuka 4) Oddział W. Pielicha "Galickiego"
5) Oddział W. Czepigi 6) Oddział M. Miedelina 7) Oddział S. Sankowa 8) Oddział M. Kunickiego, 9) Oddział J. Jakowlewa
10) Brygada AL im. Ziemi Lubelskiej 11) Brygada AL im. W.Wasilewskiej.

Wszystkie oddziały zgrupowania ppłka Prokopiuka (z wyjątkiem ubezpieczeń od zachodu), 11 i 12 czerwca przesunęły się na pozycje obronne w miejscu zwanym Porytowym Wzgórzem, gdzie rozpoczęły okopywanie się.
13 czerwca 2 i 5 kompania 1 Brygady AL zdobyły z zasadzki pod miejscowością Szklarnia ważne dokumenty operacyjne, natomiast ppłk Pieluch "Galicki" wraz z majorem Czepigą przyprowadzili dowódcy zgrupowania cennego jeńca, którym okazał się być kapitan Wehrmachtu. Oba te wydarzenia, jak się miało wkrótce okazać, miały ogromne znaczenie dla osaczonych oddziałów partyzanckich, ujawniły bowiem siłę Niemców, miejsce głównego uderzenia i datę rozpoczęcia ataku, którą wyznaczono w sztabach niemieckich na godz. 7.00, 14 czerwca.

W dniu tym między miejscowościami Flisy i Momoty, doszło do jednej z największych bitew partyzanckich w Generalnym Gubernatorstwie.
Rozmieszczenie jednostek w pierścieniu obrony okrężnej, pokazane jest na wyżej zamieszczonej mapce, do jej opisu dodać należy tylko, że w odwodzie operacyjnym dowódcy zgrupowania znajdował się oddział NOW-AK "Ojca Jana", a także kilka mniejszych oddziałów sowieckich.
Jako pierwsze do walki weszły kompanie Brygady AL im. Wandy Wasilewskiej i oddział Armii Ludowej Leona Kasmana "Janowskiego", bowiem to na styk obu tych grup wyszło pierwsze niemieckie natarcie. Nieprzyjaciel, w sile batalionu zaatakował od strony miejscowości Flisy o godzinie 9.00. Atak był dość gwałtowny, bowiem partyzanci zachwiali się na swoich pozycjach, a na domiar złego ogień artylerii odrzucił ich do tyłu. Na wieść o cofaniu się oddziałów AL, dowództwo zgrupowania postanowiło wysłać na zagrożony odcinek odwodową, sowiecką 2 kompanię pod dowództwem Ławrowa. Przybycie świeżych sił opanowało sytuację, bowiem udało się powstrzymać w odwrocie oddziały AL i wspólnie ruszyć do kontrnatarcia, które wyparło nieprzyjaciela z dokonanego wyłomu i odtworzyło położenie początkowe.
W niedługim czasie po tych wydarzeniach, walki wybuchły na całym pierścieniu obrony okrężnej.

I tak w pasie obrony sowieckiej 1 kompanii pod dowództwem Pietrowa, o godz. 9.30, wyszło natarcie niemieckiego oddziału w sile 40 - 50 ludzi. Nieprzyjaciel rozwinął się w tyralierę i ruszył na okopaną kompanię. Będąc pewnym swojej przewagi Niemcy szli wyprostowani, stając się łatwym celem dla partyzantów sowieckich, którzy byli bardzo dobrze uzbrojeni w broń maszynową. Zwiad niemiecki podpuszczono na odległość około 40 metrów i otworzono silny ogień, który spowodował wśród szeregów nieprzyjaciela istne spustoszenie.
Opór Rosjan spowodował nasilenie ostrzału artyleryjskiego, na rozpoznane stanowiska partyzantów. Pod jego osłoną na pozycje Pietrowa, ruszyło główne natarcie w sile około 300 żołnierzy. Dowódca oddziału ponownie dopuścił Niemców na odległość kilkudziesięciu metrów i otworzył gwałtowny ogień. Podobnie było również w przypadku trzeciego natarcia. Mimo to kilku grupom niemieckim udało się umocnić na polanie i stamtąd skutecznie razić partyzantów.

Tymczasem dzięki zdobytym wcześniej niemieckim dokumentom operacyjnym, partyzanci zdobyli wiedzę o nieprzyjacielskim systemie sygnalizacyjnym pomiędzy oddziałami operującymi na ziemi a lotnictwem.
Niemiecka piechota oznaczając swoje linie poprzez wyłożenie trójkątnych, białych płacht, mogła wywołać wsparcie lotnictwa, wystrzeliwując czerwoną racę. Partyzanci wykorzystując znajomość taktyki niemieckiej, także wyłożyli trójkątne białe płachty. Po danym przez Niemców sygnale nadleciało siedem bombowców, które zmylone podstępem mjra Karasiowa zrzuciły swój ładunek na pozycje niemieckie.
Choć w tych pierwszych godzinach walki nieprzyjaciel poniósł duże straty, jego impet nie słabł, bowiem gen Haenicke dysponował 30 000 żołnierzy i miał praktycznie niewyczerpalne możliwości wymiany zużytych jednostek i zastępowanie je nowymi.

W godzinach popołudniowych Niemcy zdecydowali się na podpalenie lasu od zachodniej strony. Na podmokłym terenie stacjonowania 1 Brygady AL ogień szybko wygasł, jednak na pozycjach oddziału "Muchy" szybko się rozprzestrzeniał.
Pod osłoną pożaru, nieprzyjaciel rozwinął swoje oddziały w potrójną tyralierę i rozpoczął gwałtowne natarcie. Atak ten udało się odeprzeć, jednak sytuacja stała się bardzo poważna ze względu na uszczuplenie zapasów amunicji.

Mniej, więcej o godzinie 14.00 miała miejsce przerwa w walce. Do sztabu zgrupowania raz za razem napływały pocieszające meldunki, które mówiły o tym, że linie obrony zostały nienaruszone. Dodatkowo, mimo iż ogień niemieckiej artylerii był gwałtowny nie poniesiono zbyt dużych strat w ludziach.

Meldunki mówiły także o powodzeniu Lejtnanta Pietrowa, który w toku jednego z przeciwuderzeń posunął się wraz ze swoimi moździerzami do przodu i zajął stanowiska przed lasem. W takiej sytuacji na prawe skrzydło Pietrowa, ppłk Prokopiuk zdecydował się skierować ze swoich odwodów 3 kompanię sowiecką, aby zagęścić od wschodu linię obronną ppłk. "Galickiego" i mjra Czepigi.

W tym samym czasie zwiad zgrupowania doniósł o obecności oddziałów kawalerii płka Dolla, które jeszcze rankiem znajdowały się w Łazorach nad Tanwią. To oznaczać mogło tylko jedno - nieprzyjaciel wprowadził do bezpośredniej walki jednostki swojego drugiego rzutu i że przez to pierścień okrążenia staje się cieńszy.
Po dwugodzinnej przerwie, około godziny 16.00 walki rozgorzały na nowo.
Po raz kolejny Niemcy uderzyli od zachodu, a ich celem było wypchnięcie partyzantów ku rzeczce Branwi.
Jak się wkrótce miało okazać nie było to uderzenie główne, bowiem te rozpoczęło się chwilę później (między godziną 16 a 17) i to z kierunku wschodniego, na odcinku ppłka Prokopiuka. Niemcy zaatakowali przy wsparciu dwóch lekkich czołgów i podciągniętych w rejon ataku moździerzy oraz artylerii.

Pierwsze natarcie piechoty zostało odparte ogniem z bliskiej odległości, natomiast tankietki uległy zniszczeniu jeszcze w trakcie podchodzenia do natarcia. Wykorzystując powodzenie obrony, do przeciwnatarcia ruszył z oddziałem por. Pietrow, który odrzucił nieprzyjaciela aż za jego stanowiska artyleryjskie, zdobywając przy tym działo 75 mm i kilka moździerzy.
Sukces byłby pełny, gdyby nie śmierć samego Pietrowa, który zdecydował się na dalszy pościg i zginął od ognia karabinu maszynowego.
Niemcy ponieśli bardzo poważne straty zarówno w ludziach jak i w broni. Szczególnie bolesna była strata wspomnianego już działa i moździerzy. Fakt ten spowodował, że po fiasku pierwszego natarcia, Niemcy ograniczyli się tylko do ostrzału artyleryjskiego. Tym razem jednak partyzanci mieli czym odpowiedzieć, bowiem dwaj artylerzyści: lejtnant Kutiszczew i żołnierz AK st. ogniomistrz. Marian Mizgalski "Wrona" zaczęli ostrzeliwać nieprzyjaciela ze zdobycznego działa. Miało to korzyść podwójną, bowiem Niemcy w przekonaniu, że ostrzeliwuje ich własna artyleria rozświetlali niebo masą rakiet, co bardzo pomogło w ustaleniu jego pozycji. Tak między innymi zauważono, że wsie Uście i Szewce są wolne od nieprzyjacielskich wojsk, co można było wykorzystać do wyjścia z okrążenia.

W późnych godzinach wieczornych, dokładnie o godzinie 22.30, Niemcy zorganizowali równoczesne natarcie z dwóch stron (z zachodu i wschodu). Miało ono na celu rozcięcie całego zgrupowania partyzanckiego na dwie części. Na wschodzie główny impet uderzenia skierowany był na 1 i 3 kompanię sowiecką, którymi dowodził st. lejtnant Gorowicz. Obie kompanie nie tylko wytrzymały impet niemieckiego ataku, ale same posunęły się o 300 metrów naprzód, od poprzednio zajmowanych pozycji. Na zachodzie z kolei, atak niemiecki zanotował pewne postępy, włamując się w linie obronne partyzantów.
Sytuacja stała się bardzo skomplikowana i dopiero przybycie odwodowej kompanii NOW - AK "Ojca Jana", którą pod nieobecność Franciszka Przysiężniaka dowodził por. Bolesław Usow "Konar" i jej kontratak unormował sytuację, wypierając nieprzyjaciela za obręb obrony.

Resztę nocy zgrupowanie partyzanckie spędziło na przesuwaniu się w kierunku wyłomu, który otworzył ppłk Prokopiuk, a który umożliwił wycofanie się oddziałów polsko-sowieckich w kierunku Puszczy Solskiej. W straży przedniej znalazł się oddział mjra Karasiowa, w środku zgrupowania zlokalizowano szpital polowy i tabory, kolumnę zamykały brygady AL. W trakcie odwrotu dowódcy części oddziałów podjęli decyzję o odłączeniu się od sił głównych i przedzierania się na własną rękę.

Jako pierwsi plany te zrealizowali majorowie Czepiga i Wasilenko, kierując się na zachód, w stronę Lasów Lipskich. Niestety w czasie forsownego marszu oba oddziały natknęły się na dobrze okopane oddziały niemieckie i w toku walki zostały zupełnie wybite. Śmierć ponieśli także obaj dowódcy. Według niemieckich danych, zawartych w niemieckich raportach, straty partyzantów wyniosły kilkuset zabitych i kilkuset jeńców.

O świcie 15 czerwca od sił ppłka Prokopiuka odłączył się także por. Bolesław Usow "Konar", kierując swój oddział na północ, co jak się miało okazać pozwoliło na szczęśliwe wyjście z okrążenia. Wkrótce szeregi zgrupowania, wraz ze swoim oddziałem, opuścił również ppłk Walentin Pielich "Galicki".

W trakcie odwrotu głównej kolumny ppłka Prokopiuka, została ona zaatakowana podczas przerwy w marszu, we wsiach Szeliga i Ciosmy. Ataku dokonała część korpusu kałmuckiego płka Dolla, w sile trzech dywizjonów kawalerii. Nieprzyjacielowi pozwolono wniknąć w szeregi obrońców, a następnie zamknięto jego oddziały w "kotle" pomiędzy Szeligą i Ciosmami. Silne uderzenie partyzantów zmusiło Kałmuków do wycofania się stronę błot, a po zmuszeniu zejścia z koni, wybito prawie do nogi.
Dzięki temu zwycięstwu partyzantom udało się zdobyć sporą ilość broni a także ponad 200 koni wierzchowych, które później wykorzystano do tworzenia oddziałów zwiadu u ppłka Prokopiuka jak i mjra Karasiowa.

Operacja "Sturmwind I" skończyła się dla Niemców zupełnym niepowodzeniem. Poza tym, że oddziały nieprzyjaciela poniosły poważne straty, to okazało się, że nie udało się im zamknąć w okrążeniu i zniszczyć zgrupowania partyzanckiego i to pomimo dziesięciokrotnej przewagi w ludziach. Duch porażki panuje również w raportach okupanta z tamtego okresu, w których jego administracja sama przyznaje się, że pierwsza faza walk w Lasach Biłgorajskich "nie miała zbyt pomyślnego przebiegu".
Mimo pewnej konsternacji w szeregach, nieprzyjaciel podjął zorganizowany pościg za oddziałami partyzanckimi, którym udało się wyjść z okrążenia na Porytowym Wzgórzu.
W trakcie marszu ppłka Prokopiuka w rejon Puszczy Solskiej, ze zgrupowania próbowały rozstać się oddziały Nadielina, Sankowa oraz por. M. Kunickiego "Muchy".

Wszystkie trzy oddziały próbowały oderwać się od pościgu, poprzez przejście na północ w rejonie Zwierzyńca. Niestety, napotkały one na zorganizowaną obronę silnych oddziałów nieprzyjaciela, którą urządzono na szosie Biłgoraj - Zwierzyniec.
Wobec braku możliwości przebicia się, postanowiono zawrócić w rejon Lasów Tereszpolskich, które niestety również były obsadzone przez nieprzyjaciela. Wobec takiego obrotu sprawy, powrócono w rejon Puszczy Solskiej i dołączono do całości pod komendą ppłka Prokopiuka.

Pozostała część na stronie

http://www.dws-xip.pl/PW/bitwy/pw93.html

 

POSTY

INFORMACJE.

PUBLIKUJ

WŁASNE TREŚCI.

BEZ

CENZURY.

I BEZ

OPŁAT.

DOM DO WYBURZENIA

CZYTAJ WIĘCEJ.

DOM DO WYBURZENIA

CZYTAJ WIĘCEJ. Button

DOM DO WYBURZENIA

CZYTAJ WIĘCEJ

DOM DO WYBURZENIA

CZYTAJ WIĘCEJ DE; ?>

DOM DO WYBURZENIA

CZYTAJ WIĘCEJ

DOM DO WYBURZENIA

CZYTAJ WIĘCEJ